Musiałam się tym z kimś podzielić. XD
***
Szklanka przeleciała przez kuchnie i rozbiła się o ścianę. (głośno) Ogromna siła wyrzuciła krzesło w górę. (za głośno) Szybkie kroki, krzyk, przekleństwa, odgłos rzucanych o ściany rzeczy.. (jest zbyt silna) Właśnie się pakowała. (boję się) Chaotycznie upychane do plecaka rzeczy już od dawna były zniszczone. (muszę wytrzymać) I znów... Szybkie kroki. (zaraz będzie dobrze) Trzasnęły drzwi wyjściowe. (szyby zadrżały) Cichy szloch kobiety przeciął przerażającą cisze jaka zapadła w mieszkaniu. (nie płacz) Potwora już nie ma. (potwora już nie ma) Opuścił dom. (opuścił) I nie wróci. (czy na pewno?) przez następnych kilka dni. (śpij, nie ma go już) A może już na zawsze?
Szła z pochyloną w przód głową. Miała już wszystko, czego potrzebowała. Poklepała się po kieszeniach skórzanej kurtki i zaklęła cicho. Zawróciła, ale po kilku krokach znów się zatrzymała. Podniosła swój portfel z ziemi i skierowała się do najbliższego sklepu monopolowego. Dzwonek przy drzwiach zwrócił uwagę kilku klientów. Rozejrzała się spokojnie i powoli. Ruszyła przed siebie. Spacerkiem przeszła przez wszystkie alejki i w końcu stanęła przy kasie. Nic nie wybrała. Wiedziała po co tu przyszła, ale zabawnie było czuć na sobie wzrok trzech par czujnych oczu. Od chwili wejścia do sklepu, ochroniarze zwrócili na nią uwagę. Uśmiechnęła się pod nosem.
- Burbon.. I Lucky Strike'i - zażądała, kładąc na ladzie pieniądze. Kasjerka podniosła na nią leniwie wzrok znad gazety. Ich spojrzenia się spotkały Tylko to.. Tylko to wystarczyło, żeby szybko odłożyła czasopismo i oderwała się do góry. (strach)
- Burbon.. Jaka firma? - spytała nieśmiało.
- Bez znaczenia - mruknęła, czując na sobie spojrzenia. Kasjerka odwróciła się do niej prawym bokiem, żeby wybrać jakąś dobrą markę. Jej uwagę przyciągnął policzek kobiety, (brzydka głęboka blizna) ale po chwili otrząsnęła się. Nie czas na wspomnienia. Schowała butelkę do plecaka, chwyciła paczkę w garść i ruszyła do wyjścia. Szczęśliwie nałożyła tego dnia rękawiczki bez osłony na palce. Skórzane, dobrze wysłużone, ale jej własne. Łatwo było też w nich otwierać papierosy.. Albo nie swoje mieszkania.
- Proszę pani! Pani reszta! - zawołała kasjerka. (nawet tona tapety nie ukryła) Od niechcenia uniosła rękę i machnęła nią niedbale, drugą skrobiąc po opakowaniu papierosów. (brzydka blizna)
- Weź sobie - odparła. Wyszła ze sklepu i przystanęła zaraz za drzwiami. Odpaliła pierwszego papierosa i zaciągnęła się dymem. Jedzenia jeszcze wystarczy na dwa, może trzy dni. Apteczkę uzupełniała tydzień temu i od tamtego czasu nie było żadnego nagłego wypadku. Wszystkie urządzenia działały. Nic nie musiała kupować. Spojrzała w niebo i wydmuchała dym. Oznaczało to też, że nic więcej nie może szukać w tej części miasta. Wsiadła do swojego autobusu numer 53 i skasowała bilet. Zajmując ostatnie wolne miejsce, pochyliła się, by strzepnąć kurz z glanów. Wyjściowe buty nie mogły być przecież brudne. Wyprostowała się, a przy niej stanęło dwóch facetów z okularami przeciwsłonecznymi na nosach. (tandeta) Wyglądali trochę jakby nie udał im się cosplay 'Facetów w czerni'. Jeden z nich pokazał identyfikator, (żałosne) prosząc o okazanie biletu. Kiedy odmówiła, spytał co ją ciągnie do tej części miasta.
- Dom - odpowiedziała. Wtedy ten drugi wyjął odznakę policyjną i kazał (oj szczeniaku) pokazać bilet. Prychnęła cicho. - Nie nabierzecie mnie tymi fałszywkami. Nie ze mną takie gierki - warknęła wstając. Po samym ich zachowaniu mogła wnioskować, że chcieli się tylko pobawić. Ktoś kto nie miałby doświadczenia, mógłby w ogóle nie zauważyć różnicy, ale gdy zobaczyła identyfikatory wszystko stało się jasne. Oboje (agenci, ta jasne) stanęli w rozkroku, gotowi do kontrataku. Przeszła obojętnie obok i wysiadła na swoim przystanku. Splunęła na ziemię, ruszając ku staremu dwupiętrowemu budynkowi. Stać było ją na nowoczesny apartament, ale takie przyciągają wzrok. Wolała zostać w cieniu. Wstukała kod na miniaturowej klawiaturce i drzwi stanęły otworem. I znów wycieczka. Trasa? Kuchnia - przedpokój - kuchnia - salon. Po drodze zdążyła się rozebrać, nasypać lodu do trójkątnej szklanki i chwycić butelkę z trunkiem. Paczkę papierosów, jak zwykle, zatknęła za gumkę majtek. Rozłożyła się na kanapie i tupnięciem włączyła telewizor. (pilot przykrywka) Westchnęła. Cieszyła się, jak bardzo zmechanizowała swój dom. Spojrzała na ekran telewizora. Burbon nigdy nie smakował tak dobrze, wszystko szło zgodnie z planem. Widząc, że aktualnie leciały tutejsze wiadomości, pogłośniła.
- ... jak twierdzą świadkowie. Dziewczyna jest poszukiwana przez konwój policji. Mimo to radzimy zachować ostrożność. Przypominam: Cherry Louis, lat 20, niska blondynka. Znaki szczególne to blizna po prawej stronie szyi i tatuaż pentagramu pod szczęką. Policja sądzi, że Cherry może być pod wpływem narkotyków... Właśnie dostałem informację od matki poszukiwanej. Dziewczyna cierpi na chorobę dwubiegunową i nadpobudliwość. Ostrzegamy. Jest niebezpieczna. Prosimy zachować ostrożność... - spiker relacjonował, gestykulując żywo. Obok jego głowy pojawiło się zdjęcie Cherry. (I klasa liceum ile lat temu) Trzasnęły drzwi wejściowe, błysnął, wyłączany ekran telewizora, (jedno tupnięcie) a ona odstawiła powoli szklankę na stół. Uniosła ręce do góry i podniosła się z sofy.
- Witaj, Cherry - odwróciła się do niej przodem. - Dawno się nie widziałyśmy - westchnęła, widząc nóż wymierzony prosto w swoje serce. Upiła łyk burbona, po czym zamlaskała cicho. Znowu?